Profil

WIEDZA I POMOC

DLA KLIENTÓW BIUR PODRÓŻY

Jesteś w: Strona główna » Blog » Marcelina - rezydent » Historie z życia rezydenta

Historie z życia rezydenta

Po 6 latach pracy w zawodzie rezydenta wciąż myślę, że już nic mnie nie zaskoczy. A tu wprost przeciwnie - kreatywność turystów nie zna granic, więc co chwila jestem zaskakiwana czymś nowym. Pamiętajcie Państwo o tym z jakim biurem lecicie, miejcie przy sobie vouchery i znajcie nazwę hotelu jako Waszego miejsca docelowego. Wiem, że użytkownicy naszego portalu, to rozgarnięci ludzie, ale wakacje rządzą się swoimi prawami…

Czasami bowiem już od samego początku, czyli przywitania gości na lotnisku, robi się ciekawie.  Po przylocie, turysta powinien znaleźć na lotnisku przedstawiciela swojego biura podróży i zgłosić się do niego po otrzymanie kolejnych informacji. Niestety, część osób nie wie z jakim biurem przyleciała na wakacje - na chybił trafił podchodzą do rezydenta.

-  Ja jestem Kazik, a to Krycha my na wakacje.

- Jak większość osób tutaj. Z jakim biurem podróży Państwo przyjechaliście?

- Kryśka, wiesz co to za biuro? My u pani Ani kupowaliśmy, na pewno pani  zna.

- Proszę wyjąc voucher sprawdzimy, z kim Państwo przylecieliście.

- Ale my nie mamy czegoś takiego.

- Musieliście Państwo otrzymać dokumenty podróży na lotnisku w Polsce.

- A faktycznie dawał jakiś facet coś na lotnisku. Kryśka, u Ciebie w torebce powinno to gdzieś być.

I jeszcze przez jakiś czas szukają dokumentów, wyciągając  potwierdzenia płatności, umowy, zanim znajdą potrzebny voucher. Zdarzają się też cytaty jak z komedii:

- Czy przyleciał pan z biurem podróży XY?

- Nie, z żoną – odpowiada zagubiony turysta.

Inną rzeczą o której zapominają turyści jest nazwa hotelu do którego jadą. Czasami mam do odebrania 100 osób z jednego samolotu. Pytam o hotel do którego jadą goście, żeby skierować ich do odpowiedniego autokaru.  Bardzo często słyszę odpowiedzi: coś z resortem, coś chyba z beach, na A on chyba był, tam taki ładny basen jest, najlepszy  5-cio gwiazdkowy.

Poza turystami, którzy zapominają o bożym świecie, bo są na wakacjach, trafiają się turyści roszczeniowi.  Już od wyjścia z lotniska krzyczą że chcą zmienić pokój w hotelu , bo na pewno dostaną najgorszy.  Poza tym, jest cała paleta pytań, które uwielbiam: na którym piętrze dostanę pokój, czy już mogę dostać opaskę all inclusive, etc.

Kiedy uda mi się już po wszystkich perturbacjach odhaczyć wszystkich na liście, zaczyna się sprawdzanie czy na pewno wszyscy trafili dobrze do autokarów. Jeżeli będą dwa autobusy z tym samym numerem to na pewno ktoś się pomyli i wsiądzie nie do tego co trzeba, mimo że każdy autobus oprócz numeru posiada logo biura. Na tym chciałam zakończyć pierwszy blogowy wpis, ale pisanie przerwał mi telefon od turysty, więc na koniec zacytuję rozmowę.

- Dzień dobry, Marcelina biuro podróży Madagaskar w czym mogę pomóc.

- Ktoś do mnie dziś dzwonił z tego numeru

- Musiała nastąpić jakaś pomyłka bo z tego numeru do nikogo dziś nie dzwoniłam. Poza tym pana numer jest zastrzeżony .

- Tak, ja mam numer już w Polsce zastrzeżony i nikt go nie zna…

Następny: Paszport do sejfu, albo zamuruj, zakop, tylko nie noś ze sobą!

« Wróć do kategorii

A to Polska właśnie

Podróżuj z głową poleca :

 

 
 
   

Portal objety ochroną prawną Kancelarii

PODRÓŻUJ Z GŁOWĄ REKOMENDUJE!

    

Polecamy

Bezpieczeństwo i komfort dzieci w podróży